Ostrze¿enia: “pierwszy raz”, alkohol, przekleñstwa, scena erotyczna (mo¿na uznaæ za PWP), niewierno¶æ, brak kanonu, zignorowane ostatnie tomy HP, mój „pierwszy raz” w pisaniu Scenki
G³ównymi postaciami s± Harry i Snape; tak wiêc osoby, które nie lubi± tego pairingu (oraz zwi±zków homoseksualnych) nie znajd± tutaj nic interesuj±cego.
Ze wzglêdu na scenê erotyczn± opowiadanie dla doros³ych czytelników.
Poprzednie rozdzia³y:
1
2
***
Ca³owa³ Snape’a z tak± pasj±, jakby od tego zale¿a³o jego ¿ycie. Nie zwraca³ uwagi na to, ¿e ten stoi zszokowany zachowaniem ch³opaka, nie wykonuj±c najmniejszego ruchu. Gdy w koñcu doszed³ do siebie, próbowa³ go odepchn±æ, Harry jednak nie poddawa³ siê tak ³atwo. Jedn± rêkê wsun±³ we w³osy mê¿czyzny, które w sumie nie by³y a¿ tak t³uste, jak wierzy³ przez te sze¶æ lat. Przeczesa³ palcami kosmyki w koñcu zyskuj±c jak±¶ pozytywn± reakcjê.
Mistrz Eliksirów zamrucza³ cicho pod wp³ywem dotyku. Lubi³, gdy kto¶ bawi³ siê jego w³osami. Bardzo lubi³. To by³ jego s³aby punkt. W³a¶nie dlatego nie pielêgnowa³ ich tak jak powinien. W koñcu kto dotyka³by czego¶, czego siê brzydzi? A ka¿d± s³abo¶æ trzeba eliminowaæ.
Harry jednak zacz±³ siê nimi bawiæ. A Snape by³ stracony. Szczególnie, ¿e ci±gle by³ pod lekkim wp³ywem. Jedna rêka wyl±dowa³a na biodrze ch³opaka, zaciskaj±c siê na nim na tyle mocno, by wyrwaæ z jego ust cichy jêk. Druga znalaz³a siê na plecach, przyci±gaj±c go do siebie jeszcze bli¿ej. Mistrz Eliksirów zacz±³ te¿ odpowiadaæ na poca³unek.
Przecie¿ da³ Potterowi eliksir niweluj±cy skutki alkoholu. Skoro wszystko, co robi³ ch³opak, by³o z jego w³asnej woli, czemu mia³ z tego nie korzystaæ przynajmniej po czê¶ci? W koñcu zawsze móg³ przerwaæ.
Pchn±³ Harry’ego na ¶cianê, w³asnym cia³em go do niej przyciskaj±c. Wymieniali kolejne poca³unki, w ka¿dy kolejny wk³adaj±c coraz wiêcej pasji. Namiêtno¶ci. Ch³opak nie móg³ odrzuciæ od siebie my¶li, ¿e zemsta rzeczywi¶cie jest s³odka. Równie¿ w dos³ownym tego s³owa znaczeniu. Nigdy nie przypuszcza³, ¿e usta tego mê¿czyzny mog± byæ tak…
smaczne. Chcia³ ich skosztowaæ wiêcej i wiêcej.
Zamrucza³ z przyjemno¶ci.
Mê¿czyzna wiedzia³ te¿, co robiæ z d³oñmi. Rêka na biodrze nie zwolni³a u¶cisku. Prawdopodobnie nastêpnego dnia rano bêdzie tam niez³y siniak, jednak to nie by³o teraz wa¿ne. Bardziej zaaferowany by³ kciukiem, który porusza³ siê kolistym ruchem tak blisko podbrzusza… Czy to mo¿liwe, ¿e z osob±, do której nic nie czuje, mo¿e byæ mu tak samo dobrze?
Druga d³oñ pie¶ci³a jego ods³oniêt± szyjê, od czasu do czasu bawi±c siê samotnymi kosmykami. To by³o tak przyjemne uczucie… Zawsze lubi³, gdy Draco dotyka³ jej, pie¶ci³, ca³owa³...
Jednak tu nie by³o Draco. By³ Sev… Snape.
Z jeszcze wiêksz± pasj± odda³ kolejny poca³unek. Chcia³ zapomnieæ o swoim ch³opaku. W tej chwili byli tylko oni - Potter i Snape.
Nie wiedzia³, co pocz±æ ze swoimi rêkoma. Chcia³ dotykaæ, dotykaæ ka¿dej czê¶ci cia³a swojego chwilowego partnera. Poczuæ go. Jego nag± skórê. Wiedzieæ, czy tylko usta mê¿czyzny s± tak s³odkie. Zamierza³ poznaæ jego smak. Zaraz. Teraz.
Harry Potter najpierw robi³, a dopiero potem my¶la³. Tym razem zupe³nie nie my¶la³. Dzia³anie wychodzi³o mu za to o wiele lepiej.
Czerpa³ jak najwiêcej przyjemno¶ci z tego poca³unku. Z dotyku cia³a mê¿czyzny pod swoimi d³oñmi. Rêce b³±dzi³y po plecach, ramionach, klatce piersiowej. Jedna ponownie wpl±ta³a siê we w³osy Mistrza Eliksirów, zmuszaj±c go do pochylenia siê. Nastolatek nie musia³ w koñcu staæ na palcach, co by³o dla niego o wiele wygodniejsze.
Ta chwila mog³aby trwaæ… d³ugo. Bardzo d³ugo. Jednak dla Wybrañca to i tak by³o za ma³o. Chcia³ wiêcej. Dotykanie Snape’a przez te wszystkie warstwy ubrañ wcale nie by³o satysfakcjonuj±ce. Wola³by robiæ to bez tych zbêdnych szmat. A co mog³o mu w tym przeszkodziæ? Mê¿czyzna, w tej chwili tak poch³oniêty poca³unkiem? Wydaj±cy siê nie widzieæ nic poza nastolatkiem, którego z tak± pasj± przyciska³ do ¶ciany? Jakby od niechcenia rozsuwaj±cy kolanem jego nogi?
D³oñ, która znajdowa³a siê na piersi Snape’a, przesunê³a siê w górê, do pierwszego guzika. Harry rozpocz±³ z nim ciê¿k± walkê. Nie móg³ siê skupiæ wystarczaj±co, gdy te usta opu¶ci³y jego w³asne wargi i zaczê³y schodziæ coraz ni¿ej, ni¿ej, ostatecznie zatrzymuj±c siê w jednym punkcie na szyi ch³opaka i zasysaj±c lekko skórê.
Jêkn±³ cicho, odruchowo zbyt mocno poci±gaj±c za materia³ szaty. Trzy guziki opad³y na pod³ogê, czwarty zawis³ na jednej nitce. To jednak nie obchodzi³o Pottera. Wa¿niejsze by³o to, ¿e ukaza³ siê skrawek nagiej skóry, której móg³by dotkn±æ, móg³by poca³owaæ, móg³by…
Przyjemne uczucie na szyi zniknê³o, gdy mê¿czyzna odsun±³ siê delikatnie. Jego rêce pozosta³y na ciele nastolatka, dalej delikatnie je pieszcz±c. Ich twarze dzieli³o zaledwie kilka centymetrów, jednak dla Harry’ego ta odleg³o¶æ by³a prawie ¿e kosmiczna.
— Potter… — szepn±³ Mistrz Eliksirów lekko zachrypniêtym g³osem. Wybraniec nic nie móg³ poradziæ na ciarki, które przesz³y po jego ciele. Nigdy nie przypuszcza³, ¿e mê¿czyzna mo¿e byæ tak
seksowny. Szczególnie, gdy dodatkowo patrzy³ na niego
tym wzrokiem, pe³nym po¿±dania, ale i lekkiego wahania.
Snape przeklina³ siebie w duchu za to, ¿e pozwoli³ temu wszystkiemu zaj¶æ tak daleko. Pogr±¿y³ siê w doznaniach, blisko¶ci drugiego cia³a. Zapomnia³ siê. Zapomnia³ o wszystkim. O tym, ¿e to drugie cia³o nale¿a³o do jego ucznia, syna jego najwiêkszego wroga z czasów szkolnych, s³awnego
Wybrañca. Zapomnia³ o tym, ile ten dzieciak wypi³ chwilê temu i w jakim by³ stanie zarówno przed przyj¶ciem do tych kwater, jak i po wypiciu kilku szklanek ognistej whisky.
Chrz±kn±³, staraj±c siê odegnaæ po¿±danie.
Jak najszybciej musia³ doprowadziæ siê do porz±dku.
— Nie s±dzê, by by³ to dobry pomys³. Jutro rano bêdziesz tego ¿a³owa³. Dzia³asz pod wp³ywem emocji i alkoholu. Teraz ogarnij siê i…
— Czy nie da³ mi pan od tego eliksiru? Teraz jestem trze¼wy. — Nie wspomina³ o tym, ¿e mimo wszystko ci±gle lekko szumia³o mu w g³owie. To nie by³o wa¿ne. Nie teraz. Teraz chcia³ dostaæ
co¶. Najlepiej Snape’a. I to jak najszybciej. — Wszystko, co robiê, jest z mojej w³asnej woli. I nie bêdê tego ¿a³owa³. Ju¿ nie ¿a³ujê.
Poruszy³ biodrami, ocieraj±c siê o udo swojego profesora. Nie wiedzia³, kiedy dok³adnie znalaz³o siê ono pomiêdzy jego nogami, ale nie narzeka³. Wiedzia³ za to, ¿e mê¿czyzna poczu³, i¿ na ich ma³±
zabawê ch³opak reaguje do¶æ entuzjastycznie - przynajmniej pewna jego czê¶æ.
Sam za to poczu³ co¶ innego - przyjemno¶æ zwi±zan± z ocieraniem siê swoim na wpó³ twardym cz³onkiem o swojego nauczyciela. Chcia³ po prostu pokazaæ Snape’owi, ¿e nie ma nic przeciw i to wszystko naprawdê mu siê podoba. ¯e tego chce. A teraz chcia³… A mo¿e raczej
nie chcia³ przerwaæ. Porusza³ biodrami, zatracaj±c siê w doznaniu. Jak przez mg³ê zobaczy³ Mistrza Eliksirów wpatruj±cego siê w niego jak w obrazek, jego twarz tak blisko w³asnej...
Wydawa³o mu siê, czy d³oñ na biodrze jeszcze bardziej siê zacisnê³a?
Jego oddech stawa³ siê coraz szybszy. Nie odrywa³ wzroku od czarnych têczówek Severusa. Zag³êbia³ siê w nie tak samo, jak zag³êbia³ siê w przyjemno¶ci. I chcia³ wiêcej. Wiêcej wszystkiego. Wiêcej tego uczucia. Wiêcej przyjemno¶ci. Wiêcej… wiêcej…
Merlinie…
Chcia³ zamkn±æ oczy, by pogr±¿yæ siê zupe³nie, jednak nie móg³. Musia³ mieæ przed sob± twarz Snape’a, widzieæ go. Wiedzieæ, ¿e ten jest przy nim.
Dr¿±cymi d³oñmi z³apa³ mê¿czyznê za ramiona.
Musia³ go poczuæ…
Przyci±gn±³ go do siebie, do kolejnego poca³unku.
Musia³ go posmakowaæ…
Ca³owa³ go tak, jakby mia³o nie byæ jutra.
Musia³ mieæ pewno¶æ, ¿e ten go tak nie zostawi…
Porusza³ biodrami coraz szybciej, wiedz±c, ¿e spe³nienie nadejdzie lada chwila.
Musia³…
Jêkn±³ przeci±gle, wbijaj±c palce w ramiona mê¿czyzny. Uderzy³ g³ow± o ¶cianê, odrzucaj±c j± do ty³u. Nie czu³ bólu. Nie czu³ nic oprócz ogarniaj±cej go przyjemno¶ci. To na niej skupi³a siê jego uwaga. W tej chwili ca³y ¶wiat móg³by znikn±æ. Zostaæ móg³ tylko on - zdolny do wszystkiego, a zarazem niemaj±cy si³y na nic. Czy takie uczucie mo¿e byæ dobre? Jak widaæ mo¿e.
Rozkosz odczuwa³ wszystkimi zmys³ami. Zapach. Smak. Obraz. D¼wiêki. Dotyk. Wszystkie doznania by³y w jaki¶ sposób znajome.
Nie zauwa¿y³, kiedy opad³ na mê¿czyznê i opar³ siê na nim, utrzymywany w pionie jedynie dziêki tym silnym d³oniom, podtrzymuj±cym go i delikatnie g³aszcz±cym po plecach. By³ ci±gle pogr±¿ony w tym niebiañskim uczuciu.
Zacisn±³ d³onie jeszcze bardziej, wtulaj±c siê w tê postaæ. Schowa³ twarz w zag³êbieniu szyi nauczyciela, czuj±c, jak przyjemno¶æ powoli przemija, pozostawiaj±c po sobie b³ogie spe³nienie. Wdycha³ zapach…
ten zapach. Czu³
ten smak, tak s³odki jak ¿aden inny. Mia³ przed sob±
tê twarz z oczami przepe³nionymi po¿±daniem, gdy spogl±da³y na dochodz±cego nastolatka. S³ysza³
ten g³os, czu³…
jego.
— Potter?
Harry nie chcia³ powróciæ do rzeczywisto¶ci. By³o mu tak dobrze…
— Potter?
Ten g³os dobiega³ teraz z bli¿szej odleg³o¶ci, z okolic ucha Harry'ego. Czu³ ciep³y oddech mê¿czyzny na swojej skórze. Poczu³ ciarki przechodz±ce wzd³u¿ krêgos³upa i ponownie zbieraj±ce siê w tym konkretnym miejscu.
By³ wykoñczony orgazmem, który prze¿y³ dos³ownie chwilê temu, a ju¿ powoli znowu zacz±³ siê podniecaæ. G³osem, oddechem, d³oni± tak delikatnie poruszaj±c± siê po plecach… Zamrucza³ cicho z przyjemno¶ci.
Jednak nie wszystko by³o takie…
dobre. Mokra plama na spodniach dawa³a mu siê coraz bardziej we znaki. Powierci³ siê lekko, staraj±c siê znale¼æ jak najbardziej komfortow± pozycjê. Bezskutecznie.
To trochê otrze¼wi³o tê dwójkê.
— Potter — ponownie odezwa³ siê Snape. Odsun±³ siê trochê od nastolatka, jednak jego d³onie nie zmieni³y po³o¿enia. Harry zachwia³ siê lekko, zanim stan±³ o w³asnych si³ach. — S±dzê, ¿e powinni¶my na tym poprzestaæ. Gdy emocje opadn±, bêdziesz tego wszystkiego ¿a³owaæ.
Z³oty Ch³opiec by³ pewien jednego - bêdzie ¿a³owaæ tylko wtedy, je¶li to wszystko teraz siê skoñczy. Nie móg³ na to pozwoliæ.
— Nie chcê teraz przerwaæ. — W g³osie Pottera s³ychaæ by³o oczekiwanie na wiêcej, nadziejê, ¿e owe „wiêcej” dostanie i niecierpliwo¶æ co do tego, co siê zaraz stanie. — Nie zamierzam te¿ tego ¿a³owaæ. To moja decyzja.
Jakby na potwierdzenie swoich s³ów siêgn±³ do guzików swojej szaty. Rozpina³ je powoli, nie spuszczaj±c wzroku z twarzy mê¿czyzny. Nie mia³ w±tpliwo¶ci co do tego, ¿e Snape’owi równie¿ podoba³o siê to, co robili i ¿e on te¿ mia³ ochotê na wiêcej. Doskonale ¶wiadczy³y o tym jego oczy, z takim po¿±daniem ¶ledz±ce ruchy d³oni nastolatka, i przyspieszony oddech mê¿czyzny.
Harry odszed³ kilka kroków, kieruj±c siê w stronê sypialni, a przynajmniej tam, gdzie, jak s±dzi³, ta siê znajdowa³a. Odwróci³ g³owê w stronê Mistrza Eliksirów w chwili, gdy rozpi±³ ostatni guzik, a szata zsunê³a siê na pod³ogê. Widzia³, jak mê¿czyzna wwierca w niego swój wzrok. Sta³ z rêkoma zwisaj±cymi bezw³adnie po obu jego stronach, tak samo jak wtedy, gdy Potter pierwszy raz go poca³owa³. Teraz jednak by³o trochê inaczej.
To spojrzenie, jakby Snape mia³ chêæ rzuciæ siê na nastolatka i samemu zaci±gn±æ go do sypialni... Rozchylone usta, nieznacznie zarumieniona twarz... Rozerwana u góry szata, ods³aniaj±ca kawa³ek skóry, oraz fragment czarnego swetra, który mê¿czyzna mia³ pod spodem.
Seksowny, pomy¶la³ Potter, równie¿ nie mog±c oderwaæ od niego wzroku.
Zwróci³ jednak uwagê na mokr± plamê gdzie¶ z boku szaty. Wtedy zda³ sobie sprawê, ¿e sam ma podobn±. Zaczerwieni³ siê lekko, spogl±daj±c na swoje krocze. Rzeczywi¶cie. By³a tam. I nie wygl±da³a za ciekawie.
Zaczerwieni³ siê jeszcze bardziej. Ca³a pewno¶æ siebie, jak± mia³, ulecia³a w jednej chwili. Za to Snape powróci³ do swego zwyczajnego „ja”. Na twarzy mê¿czyzny pojawi³ siê ironiczny u¶mieszek. Reakcja ch³opaka by³a wprost przezabawna. I w jaki¶ sposób
s³odka.
Nie wiedz±c, jak okre¶lenie „s³odki” mog³o przej¶æ przez jego g³owê, Snape wolnym krokiem podszed³ do Pottera. Z ci±gle obecnym na twarzy u¶mieszkiem z³o¿y³ na ustach nastolatka delikatny poca³unek - zaledwie mu¶niêcie warg, jednak obiecuj±ce tak wiele...
Nastêpny by³ równie delikatny. Taki, jaki powinien byæ pierwszy poca³unek - pe³en obietnic, uczucia. Tak, jakby to, co zdarzy³o siê zaledwie chwilê temu, nie mia³o miejsca.
Jakby wszystko zaczyna³o siê tu i teraz.
Harry odwróci³ siê w stronê mê¿czyzny, ponownie zarzucaj±c mu rêce na szyjê. Nie chcia³ pog³êbiaæ pieszczoty, a jedynie poczuæ swojego kochanka. Bli¿ej. Cia³o przy ciele. To by³a
ich chwila, której za nic nie zamierza³ przerwaæ. Czu³ rêce Severusa podtrzymuj±ce go w talii, te s³odkie usta... Upaja³ siê jego smakiem, zapachem. W tym momencie to by³ ca³y jego ¶wiat. Tylko oni. Potter i Snape. Niegdy¶ wrogowie, teraz… kochankowie.
Niewa¿ne by³o, ile tak stali na ¶rodku salonu. Czas nie mia³ dla nich znaczenia. Mog³y to byæ zarówno sekundy, minuty, jak i godziny. Poca³unek nie traci³ na swej delikatno¶ci, ostatecznie jednak przerwali go, by zaczerpn±æ powietrza. Nie spuszczali z siebie wzroku, tak, by nie zerwaæ równie¿ ³±cz±cej ich w pewien sposób intymno¶ci.
To by³ ten moment, w którym Harry upewni³ siê, ¿e naprawdê chce, by Snape by³ jego pierwszym.
CDN
£a³. W przypadku takich ficków naprawdê ciê¿ko jest mi napisaæ co¶ konkretnego, bo tak naprawdê przez Ciebie nie wiem, co mam tak naprawdê my¶leæ.
Na pewno zostajê fank± Twoich erotyków. Wszystko opisujesz w sposób delikatny, aczkolwiek gor±cy, co mi siê bardzo podoba. Harry rzeczywi¶cie jest s³odki, a Snape w³a¶nie taki, jakiego mog³abym go sobie wyobra¿aæ w scenach mi³osnych (mi³o¶ci fizycznej, oczywi¶cie^^). Co prawda, przedstawi³a¶ nam tutaj jedynie przedsmak, grê wstêpn± do prawdziwego meritum tej sprawy. Jednocze¶nie obawiam siê go i nie mogê siê doczekaæ. Obawiam siê, bo jednak paringi SS/HP nie s± dla mnie codzienno¶ci±. W sumie chyba pierwszy raz taki czytam, bo nigdy takowych nie szuka³am. Ale opisujesz to naprawdê ³adnie.
Zastanawia mnie, czy Harry pomy¶li o Draco. Bo jednak niby go kocha, niby chce siê zem¶ciæ, ale chyba totalnie siê zapomnia³ i to do¶æ szybko ;>
Co do b³êdów... jejku w takiej pracy ciê¿ko to sprawdzaæ. Naprawdê ;D